Któregoś dnia zadzwonił do mnie jeden z kolekcjonerów, który regularnie nabywał dzieła sztuki na Aukcjach Młodego Malarstwa i Rzeźby. Kupował więc prace o relatywnie niskiej cenie. Zadzwonił, ponieważ opublikowaliśmy katalog Aukcji Sztuki Współczesnej, a on czuł się zagubiony, analizując zawarte w nim propozycje.

Na Aukcji Sztuki Współczesnej znajdziemy dzieła zupełnie innego kalibru, niż na licytacjach młodej sztuki. To prace twórców o uznanym dorobku, którzy mają na koncie wystawy w prestiżowych galeriach, a także udział w cieszących się uznaniem kolekcjach publicznych i prywatnych. Co zrozumiałe, ceny ich dzieł są znacznie wyższe od kwot, jakie padają na aukcjach młodej sztuki. Nie o pieniądze jednak chodziło mojemu kolekcjonerowi. Nie one były przyczyną jego konfuzji. Kłopot leżał w obszarze wiedzy.

Na czym polega efekt czystej ekspozycji?

Wszyscy cierpimy na permanentny brak czasu. Z tego powodu często przyswajamy wiedzę szybko i dość powierzchownie. Przede wszystkim jednak sięgamy po źródła najłatwiejsze w obsłudze. Na rynku sztuki są nimi katalogi i notowania aukcyjne. W konsekwencji możemy ulec efektowi czystej ekspozycji. Polega on na zmianie naszego stosunku do pewnych faktów pod wpływem nagminnego kontaktu z nimi. Chodzi o to, że kiedy jesteśmy często wystawiani na działanie tego samego bodźca, utrwala nam się on w świadomości, co powoduje mylną interpretację.

Jak działa efekt czystej ekspozycji w kontekście rynku sztuki? Kiedy kolekcjonujemy lub miłośniczo kupujemy sztukę, zazwyczaj przeglądamy katalogi aukcyjne. Ci artyści, którzy systematycznie się w nich pojawiają, wydają nam się bardziej cenieni, sławni i szanowani. Stąd wrażenie, że to ich dzieła powinniśmy kupować. Zwłaszcza, jeśli chcemy wybrać ciekawą pracę lub dobrze zainwestować swoje pieniądze.

Katalogi aukcyjne to jednak tylko niewielki wycinek sceny artystycznej i rynku sztuki. Do tego popularni artyści, wystawiający w wielu domach aukcyjnych, to zazwyczaj osoby, które tworzą przede wszystkim „na sprzedaż”. Żyją z malarstwa realizowanego pod kątem wystawienia na aukcji, a tych w typie młodej sztuki mamy bardzo dużo. Stąd częsta obecność w kolejnych licytacjach, nawet na przestrzeni jednego miesiąca. Aukcji Sztuki Współczesnej, gdzie prezentowane są prace autorów cenionych przez krytyków i kuratorów jest znacznie mniej.

Różne kanały sprzedaży

Do tego dochodzi całe, znaczące liczebnie, grono artystów o ogromnym dorobku, którzy swoich prac na aukcjach nie wystawiają w ogóle. Po prostu nie muszą. Mają reprezentujące ich galerie i docierają do kolekcjonerów – także tych instytucjonalnych – w zupełnie inny sposób. Ich prace czasami trafiają na licytacje z drugiej ręki, czyli od pierwszych właścicieli, którzy z różnych względów muszą się z nimi rozstać. Dzieje się to jednak sporadycznie.

Jest też znacząca grupa twórców – szczególnie artystów najstarszego pokolenia – którzy prawie zupełnie nie sprzedają swoich prac. Źródło dochodów mają gdzie indziej. Zazwyczaj są to wykładowcy akademiccy. Chętnie wystawiają swoje prace w galeriach publicznych, ale do rynku sztuki i sprzedaży podchodzą ostrożnie. Zazwyczaj, jeśli sprzedają, to bezpośrednio kolekcjonerom. Dlaczego? Ich ścieżka kariery zawodowej rozwijała się w okresie, kiedy nie było w Polsce rynku sztuki, nie było wolnego obrotu dziełami. Stąd twórcy ci nie mają praktyki we współpracy z rynkiem. Często też ich udziałem były nie najlepsze doświadczenia z lat 90., kiedy masowo otwierano galerie i domy aukcyjne. W tamtym czasie wszyscy uczyli się, jak robić biznes. Artyści nie czuli się partnerami dla ówczesnych marszandów.

Na koniec warto przypomnieć, że wielu twórców, których dorobek zaliczamy do sztuki współczesnej, już nie żyje. Ciężko więc oczekiwać szczególnie wysokiej frekwencji ich prac na aukcjach. Pojawiają się tylko, gdy ktoś jest zmuszony te dzieła odsprzedać.

Warto przeczytać też: Syndrom Stendhala, efekty Diderota i oszusta a kolekcjonowanie sztuki

Efekt czystej ekspozycji w praktyce

Jeśli czerpiemy wiedzę o sztuce i scenie artystycznej wyłącznie z notowań aukcyjnych, nazwiska licznych, wybitnych twórców nie utrwalą się nam w pamięci. Są to jednak nazwiska, które zdecydowanie warto znać.

Wracając do kolekcjonera, o którym wspomniałam. Analizując katalog Aukcji Sztuki Współczesnej nie bardzo wiedział, co sądzić o tej ofercie. Ceny były znacznie wyższe, niż na aukcjach młodej sztuki, za to nazwiska artystów nic mu nie mówiły. Nie miał czasu na analizowanie not biograficznych i dorobku twórców. Po prostu zadzwonił do mnie. Dzięki temu jego kolekcjonerska przygoda weszła w zupełnie inną fazę, a kupowane przez niego dzieła nie tylko są przyjemne dla oka, ale też mają znaczną wartość artystyczną. Do tego są dobrą inwestycją, z której będzie się cieszył w dłuższym okresie.

Zjawisko czystej ekspozycji jest podobne do efektu torowania. Znacie to hasło: „nie myśl o różowym słoniu”? Jeśli znacie, to wiecie, że teraz przez chwilę tylko różowy słoń będzie zaprzątał wasze myśli. Podobnie jest, kiedy podejmujemy jakieś decyzje zakupowe, np. chcemy mieć psa. Zdecydowaliśmy się na dalmatyńczyka. Od tego momentu będziemy widzieć wokół siebie ogromną ilość psów tej rasy.

Spirala się nakręca

Podobnie jest z dziełami sztuki. Jeśli pisze się dużo o jakimś artyście, np. z powodu wystawy czy rekordu aukcyjnego, to wiele osób zaczyna myśleć o zakupie dzieł tego twórcy. A skoro myśli, to wszędzie te dzieła widzi. Jak widzi, to często także je licytuje. W efekcie ceny rosną i pojawiają się kolejne rekordy. Spirala się nakręca. Tak działa rynek.

Ta sytuacja jest zazwyczaj chwilową modą. Oczywiście na rynku sztuki trendy utrzymują się nieco dłużej niż na wybiegach, ale… Dzieła sztuki kolekcjonujemy z perspektywą dekad – są inwestycją długoterminową. Nic nie ujmując twórczości Dwurnika, Beksińskiego, Olbińskiego czy Mitoraja, może jednak warto nie dać się ponieść modzie? Lepiej poszukać prac wybitnych twórców, którzy nie są dziś na cenowym topie. Takimi pracami interesuje się mniejsza liczba kolekcjonerów, za to tych dysponujących większą wiedzą i wrażliwością.

Czytaj również: Sztuka na pokaz

Agnieszka_Gniotek_xanadu