Pandemia dużo zmieniła w tym zakresie, choć zmiany dotyczyły przede wszystkim mentalności – zaszły w głowach kupujących, sprzedających oraz organizatorów wydarzeń artystycznych i rynkowych. Od dłuższego czasu mieliśmy takie możliwości handlu i komunikacji jak dziś, ale z nich nie korzystaliśmy. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z ich istnienia. Teraz świat sztuki wykorzystuje on-line na całego. W Polsce może nieco mniej niż w innych krajach europejskich, azjatyckich i USA, ale podobnie intensywna zmiana u nas to tylko kwestia czasu, zapewne niedługiego.

Sztuka on-line to nie tylko możliwość nabywania dzieł w internetowych galeriach i licytowania na aukcjach z poziomu komputera. Gdyby tak było, to w pandemii nie nazwalibyśmy tej sytuacji zmianą. Od kilku lat, co najmniej 8-10, można kupować sztukę w polskich galeriach i domach aukcyjnych bez wychodzenia z domu. Umożliwiały to liczne prezentacje dzieł w internecie i portale rynku sztuki, takie jak artinfo.pl i onebid.pl, obsługujące aukcje.

Rynek sztuki – kolekcjonowanie i inwestowanie w dzieła artystów – uważany jest za rynek hermetyczny. Środowiska marchandów i kolekcjonerów to takie gremia, do których trudno wejść, a jeszcze trudniej poczuć się w nich swobodnie. Trzeba znać reguły gry. Takie przynajmniej panuje mniemanie, mocno stereotypowe. Dlatego wiele osób, a dotyczy to nie tylko Polski, ma obawy przed odwiedzeniem galerii czy udziałem w aukcji na sali domu aukcyjnego. Uważają, że zanim nie wyrobią sobie renomy w tym środowisku, nigdy nie staną się klientami pierwszej kategorii. Takimi, którym pokazuje się najlepsze dzieła i rekomenduje najlepsze transakcje. Posiadane pieniądze nie mają tu nic do rzeczy. Nie da się nimi wkupić do środowiska. Panuje pogląd, że debiutant musi zapłacić frycowe. Zresztą często jest tak, że osoba bardzo zamożna traktowana jest z pewnym dystansem, jako taka, której brakuje wszystkiego poza funduszami: wiedzy o sztuce, kolekcjonerskiej pasji i koneksji środowiskowych. W zasadzie to naturalne. Jeśli debiutujemy w jakimś kręgu osób, czy też zaczynamy inwestować w konkretnym obszarze tematycznym to faktycznie brakuje nam znajomości i doświadczenia.

Furtką, a nawet szeroko otwartymi drzwiami do świata sztuki okazuje się internet. Tu można wszystko bez tłumaczenia, uzasadniania i skrępowania. Dlatego wiele osób zaczęło kupować sztukę on-line. Nie tylko na aukcjach, choć te są bardzo popularne, ale też w sprzedaży galeryjnej. Internet zniósł bariery. Okazało się też, że sztukę tą drogą potrafimy kupować na każdym poziomie cenowym. Oczywiście szybciej wydajemy mniejsze kwoty, ale też największe transakcje zawierane są w internecie.

Czytaj także: Sztuka wyboru. Dlaczego ludzie kupują sztukę?

Nieoficjalnie wiadomo, że na razie najwyższa kwota zapłacona za dzieło sztuki w transakcji wyłącznie internetowej to 24 miliony dolarów, które uiścił klient Lévy Gorvy Gallery za obraz Jean Michel Basquiata. Sprzedającym był wybitny marchand Brett Gorvy, wcześniej przez wiele lat pracujący z sukcesami dla domu aukcyjnego Christie’s, gdzie m.in. odpowiadał za wejście tego domu aukcyjnego w skuteczną sprzedaż przez internet. Christie’s to akurat ten dom aukcyjny, który według rankingów przygotowywanych przez Hiscox – światowego ubezpieczyciela sztuki, osiąga najwyższe obroty w sprzedaży internetowej. Kolekcjoner zobaczył dzieło Basquiata na instagramie Lévy Gorvy Gallery, a następnie nabył je korzystając z aplikacji sprzedażowej.

Sztuka on-line stała się bardziej dostępna. Zmieniły się także inne kwestie. Przede wszystkim wzrosła zdecydowanie waga autorytetu sprzedającego. Klienci chcą kupować wyłącznie w renomowanych galeriach i domach aukcyjnych. Skoro kupują z pominięciem wizyty w siedzibie firmy to muszą mieć pewność, że jest to marka dająca gwarancję najwyższej jakości oferowanych dzieł, ich stanu zachowania, niekwestionowanej autentyczności. Inna sprawa to wzrost wagi doradztwa. Kiedyś przychodziliśmy do siedziby galerii i musieliśmy zainicjować rozmowę z marchandem czy galerzystą twarzą w twarz. Czasami czuliśmy się tym skrępowani. Baliśmy się zadawać pytania, bo nie wiedzieliśmy, czy się nie wygłupimy.

Obecnie kontaktujemy się telefonicznie, e mailem, przez wiadomości w mediach społecznościowych oraz przez czat boty. To skraca dystans i ośmiela nowych klientów. Nie umniejsza jednak, a przeciwnie, zwiększa wagę doradztwa. Marchandzi obecnie muszą mieć dla swoich klientów znacznie więcej czasu, być bardziej dostępni i otwarci, odpowiadać im w wielu różnych kanałach komunikacji. Jeśli faktycznie tak się zachowują, to wzrostowa koniunktura na rynku sztuki staje się ich udziałem. Renomę galerii czy domu aukcyjnego można, przynajmniej po części, mierzyć też właśnie poprzez gotowość pracowników instytucji do niesienia pomocy klientom, doradzania i wyjaśniania im cierpliwie wszystkich aspektów związanych z potencjalnie kupowanym dziełem.

Ostatnia kwestia związana z internetem to wiedza. Z jednej strony stała się ona znacznie bardziej dostępna, ale z drugiej jest jej tak dużo, że czasami trudno tę ilość ogarnąć, a co dopiero świadomie przetrawić. Dlatego wzrasta rola podcastów i blogów, gdzie ktoś, kto zna się na sztuce i rynku sztuki, w przystępny sposób dokona za nas pierwszej selekcji i interpretacji tego nadmiaru faktów. Kolekcjonerzy i miłośnicy sztuki wybierają te galerie, które komunikują się z nimi także w taki niezobowiązujący, ale kompetentny sposób. Relacje zaufania budują też newslettery, w których oferta gra coraz mniejszą rolę, a coraz większy nacisk kładziony jest na przekazywanie wiedzy i angażowanie miłośników sztuki we wzajemne relacje. Kiedy chcemy inwestować w dzieła sztuki, kolekcjonować je lub po prostu pięknie zaaranżować swoje mieszkanie, warto wykorzystać dobrze przygotowane doradztwo na stronach i w korespondencji z galerii i domów aukcyjnych. Ta wiedza jest darmowa. Dobrze jest podchodzić do takich komunikatów selektywnie i stawiać na najbardziej wartościowe treści, bo jednak za dostęp do nich płacimy poświęcanym na lekturę czasem.

Zobacz też: Skandale na rynku sztuki stare jak świat

Agnieszka Gniotek właścicielka Galeria Xanadu

Agnieszka Gniotek
właścicielka Galerii Xanadu
www.galeriaxanadu.pl

Od 20 lat związana zawodowo ze sztuką, zaś od dekady z rynkiem sztuki. Jest historykiem i krytykiem sztuki, kuratorem wystaw, jurorem konkursów, a także wykładowcą w zakresie tematyki związanej z kolekcjonowaniem i rynkiem sztuki. Publikowała w takich mediach, jak: Art&Business, Puls Biznesu, Modern Art, Sztuka.pl, Private Banking, Cash Magazine.