Dlaczego nie kupujemy sztuki? Można powiedzieć, że to powody mentalne lub emocjonalne. Po prostu nasze obiekcje, obawy i ograniczenia. Polacy nie kupują sztuki, ponieważ nie są pewni swoich wyborów. Nikt im nie powiedział, że mają gust, nikt nie utwierdził w tym, że ich decyzje są świetne. To nie nasza wina, że tak jest. To generalny brak edukacji w zakresie sztuki, który zaczyna się wielką pustką jeszcze w szkole, a potem trwa na ogół przez całe życie. Do tego dochodzi permanentny brak czasu na rozwijanie swoich pasji.
Co ludzie powiedzą?
Kolejna istotna kwestia to fakt, że boimy się oceny innych. W Polsce największe obawy budzi pytanie „co ludzie powiedzą?”. Ci ludzie to najczęściej rodzina, partnerzy i najbliżsi znajomi. Możemy lekceważyć zdanie obcych osób, ale to, co oznajmia teściowa i najlepsza przyjaciółka dotyka nas do żywego.
Ostatni powód, dla którego nasz gust żyje w uśpieniu to mit na temat tego, że musimy mieć wraz z partnerem lub partnerką dokładnie takie same upodobania w dziedzinie sztuki. Przecież jesteśmy dwiema połówkami tego samego jabłuszka, które szukały się przez całe życie! Jeśli ta druga połówka jest naprawdę dobrze do nas dopasowana, to nie może cenić innych obrazów. Z wiekiem i upływem czasu zaczynamy rozumieć, że niekoniecznie musimy jeść to samo i lubić te same kolory co partner. Jednak nadal wydaje się nam, że powinniśmy jeździć na wakacje razem i z takim samym zachwytem afirmować przeludnione plaże w Grecji. Podobnie uważamy, że koniecznie powinny nas zachwycać te same obrazy i rzeźby.
Podskórnie czujemy, że tak nie jest. Jeśli chodzi o wakacje, idziemy na kompromis i smażymy się ze wstrętem w greckim słoneczku. Jeśli zaś chodzi o sztukę – po prostu z niej rezygnujemy. Urlop trwa tylko dwa tygodnie, a obraz to coś, co stale będzie wisieć w domu. Powinien zatem podobać się obojgu jednakowo. Dlatego odpuszczamy. Z jakiegoś powodu w przypadku sztuki trudno nam zaakceptować, że możemy się z naszym partnerem pięknie różnić i mieć w domu lub biurze dzieła, które będą podniecać nas estetycznie i intelektualnie w nierównym stopniu.
Dlaczego nie kupujemy sztuki? Nie wiemy co kupić!
Okazuje się też, że nie kupujemy sztuki, ponieważ trochę nie wiemy, jak ją kupić. W dobie internetu zakrawa to na absurd, ale tak jest w istocie. Kupowanie bezpośrednio od artystów ma w sobie coś pięknego, bo poniekąd jesteśmy też mecenasami. Wspieramy twórcę. Ten jednak, widząc potencjalnego klienta, wycenia prace w kwotach kosmicznych. Choć na sztuce, a zwłaszcza na rynku sztuki, się nie znamy, czujemy, że ktoś nas tu naciąga. Jest i druga strona medalu. Wybraliśmy obraz, podoba nam się szaleńczo, a autor wycenia go dosłownie na kilka stów. Odpuszczamy zakup, bo przecież jeśli coś jest tak tanie, nie może być dobre. To doświadczenie z nami zostaje i często zapamiętujemy je jako dowód naszego braku gustu.
Najchętniej kupowalibyśmy w galeriach. Tu niestety też mamy obawy. Bo do galerii trzeba wejść i zakupu dokonać. Kłębią nam się w głowie myśli, czy nie najemy się wstydu, bo może okaże się, że źle wybierzemy albo galerzysta zada nam jakieś pytania z zakresu sztuki i nie znając odpowiedzi, wyjdziemy na idiotów. Albo upatrzymy sobie obraz, a potem okaże się, że jego cena przekracza naszą roczną pensję. Obiekcji jest wiele, więc na wszelki wypadek z zakupu galeryjnego rezygnujemy.
Oczywiście chętnie kupilibyśmy w galerii przez internet, ale na stronach większości placówek nadal nie ma podanych cen ani opcji „dodaj do koszyka” (w Xanadu jest inaczej, możecie sprawdzić). Trzeba się skontaktować mailowo albo telefonicznie, żeby uzyskać podstawowe informacje. A to nastręcza tych samych obiekcji, co wizyta na żywo.
Jak kupować sztukę na aukcjach?
Co więc nam pozostaje? Udział w aukcjach. Najlepiej w typie młodej sztuki, bo tu sytuacja wygląda na bezpieczną i klarowną. Cena wywoławcza jest równa, zazwyczaj wynosi 1000 zł. Do tego katalog to 60–80 wyselekcjonowanych obiektów, więc decyzja łatwiejsza, bo wybór zawężony. Jednak… w związku z aukcjami też mamy obawy. Licytacja to poważna sprawa, więc myślimy już nie tylko o ozdobieniu domu, ale też o inwestycji. Boimy się, że wydane na dzieło sztuki pieniądze nie zwrócą się, a nawet utracą wartość inwestycyjną, jeśli artysta nie zrobi kariery. Nie jesteśmy pewni, czy on rzeczywiście osiągnie sukces w przyszłości. Nie mamy możliwości obliczenia stopy zwrotu z inwestycji, bo wybrany autor nie ma jeszcze żadnej historii rynkowej. To powoduje niepewność co do tego, jakie ceny osiągną jego dzieła na aukcjach w przyszłości. Mamy poczucie, że artysta nie wykrystalizował jeszcze własnego unikalnego stylu. Podoba nam się część jego prac, ale nie wszystkie. Nie wiemy, w jakim kierunku rozwinie się jego twórczość. Trudno nam oszacować wartość wybranej pracy. Analizujemy notowania i estymacje, ale ciągle nie wiemy, jakie pieniądze należy wydać. Obawiamy się wpływu mody na rynek sztuki. Zastanawiamy się, czy dzieło lub artysta, który jest popularny teraz, straci na wartości, gdy przeminie trend na określoną stylistykę.
Czujemy się niekomfortowo, jeśli nie mamy wystarczająco dużo informacji na temat autora pracy, jego motywacji twórczej i przyszłych planów. Szukamy w internecie, ale ciągle nie wiemy, do czego odnieść i z czym porównać dane. Odstrasza nas konkurencja na aukcji i rywalizacja z innymi licytującymi. To deprymujące, kiedy upatrzone dzieło wymyka się z rąk, bo w licytacji uczestniczyło kilkanaście osób.
Sztuka jako pasja
Można jednak prościej. Wystarczy mieć to wszystko w nosie i po prostu kupować prace, które się nam podobają. Uczynić ze sztuki pasję, dzięki której spędzimy mniej czasu przed telewizorem, a więcej w muzeach. Na instagramie zamiast kotów będziemy oglądać obrazy. Ani się obejrzymy, aż zostaniemy kolekcjonerem lub kolekcjonerką, a jakieś muzeum zapyta, czy zechcemy naszą kolekcję wypożyczyć na wystawę. Przy tej okazji wyceni zbiory i wtedy dowiemy się, że potrafimy świetnie inwestować swoje pieniądze.
Zachęcam, aby iść tą drogą.

Agnieszka Gniotek
właścicielka Galerii Xanadu, www.galeriaxanadu.pl
Od 20 lat związana zawodowo ze sztuką, zaś od dekady z rynkiem sztuki. Jest historykiem i krytykiem sztuki, kuratorem wystaw, jurorem konkursów, a także wykładowcą w zakresie tematyki związanej z kolekcjonowaniem i rynkiem sztuki. Publikowała w takich mediach, jak: Art&Business, Puls Biznesu, Modern Art, Sztuka.pl, Private Banking, Cash Magazine.
Przeczytaj także: Więcej sztuki w naszych domach


































