Jakiś czas temu ukazał się „Przewodnik kolekcjonowania sztuki najnowszej” autorstwa Piotra Bazylko i Krzysztofa Masiewicza. To bardzo silnie uaktualniona, a tak naprawdę napisana na nowo publikacja, która po raz pierwszy trafiła do rąk czytelników 10 lat temu. Pozycja ważna, warto ją przeczytać. Do zawartych w niej treści podejść należy jednak z dużym dystansem. Choćby dlatego, że lwia część publikacji to opisy i reprodukcje dzieł sztuki najnowszej, podane tu jako przykłady prac, które warto kolekcjonować. Znaczna część z nich pochodzi z kolekcji, skądinąd bardzo ciekawej, Banku ING, który… jest mecenasem publikacji. Takich konsekwencji promocyjnych znajdziemy w „Przewodniku” więcej. Do treści tej publikacji odniosę się pewnie jeszcze nieraz, bo porusza ona obszary, które są dla kolekcjonerów najbardziej istotne. Zapewne nieraz też z postawionymi w niej tezami będę polemizować.

Dziś chciałabym opisać kwestię zakupów w galeriach. To, co na ten temat znalazłam w przewodniku, to idealna ilustracja wszystkich lęków i obiekcji, którymi dzielą się ze mną kolekcjonerzy i miłośnicy sztuki. Autorzy przewodnika piszą, że w galerii potencjalnego klienta może spotkać niespodzianka dotycząca cen prac. Mianowicie tych cen nigdzie nie ma. Nie są wyeksponowane przy pracach, o każdą trzeba pytać pracownika galerii. Ewentualnie ceny spisane są na specjalnej liście, ale o tę też trzeba prosić. Dla autorów publikacji sytuacja jest w porządku. Takie postępowanie klient powinien zaakceptować, bo tak jest na całym świecie. Zgadzam się, że „metki” przy pracach wyglądają bardzo nieestetycznie. Wiem jednak, że nie każdy ma śmiałość zapytać o cenę. Część osób uważa, że tych informacji w galerii nie ma, bo cena dzieła sztuki zależy od tego, na „jakie pieniądze” wygląda potencjalny kupujący. Są galerie, które liberalne podejście do cen w takich placówkach (zgodnie z prawem w sklepach musi być podana cena przy produkcji na widocznym miejscu) traktują jako pretekst do nadużyć cenowych. Szanująca się galeria umieszcza ceny oferowanych prac na swojej stronie internetowej, tak aby w każdej chwili można było je sprawdzić i zweryfikować. Także po to, aby nie trzeba było o nie pytać. Taka praktyka jest coraz częściej stosowana w Polsce i na świecie. „Magia tajemniczości” w tej kwestii nie służy ani galerii, ani kupującemu, a już najmniej autorom prac.

Czytaj także: Sztuka w czasach pandemii

Trzymając się tematyki cen, w „Przewodniku” opisane są bardzo dobrze dwie ważne kwestie. Pierwsza tłumaczy, skąd bierze się cena prac artysty. Bo choć podkreślona jest tu waga zaufania, jakim darzony jest galerzysta ustanawiający cenę, to też to zaufanie wynika z pewności, że prawidłowo przeprowadził on analizę ceny pod kątem wykształcenia artysty, jego osiągnięć w obszarze wystaw i nagród w konkursach, dostępności prac, publikacji, dzieł w dobrych kolekcjach, prezentacji targowych itp. Cena więc nie bierze się „z sufitu”, a właśnie z dorobku autora. Druga kwestia, też związana z zaufaniem, to fakt, że płacąc za dzieło sztuki w galerii płacimy też jej marżę. Istnieje spora pokusa, aby przy zakupach galerię ominąć. Autorzy „Przewodnika” słusznie wskazują, za co klient płaci galerii marżę. Nie chodzi tu tylko o koszty utrzymania galerii, od najmu lokalu począwszy, a na kosztach promocji skończywszy. Płacimy za wiedzę galerzysty – za to, że potrafi dobrze wybrać artystę, profesjonalnie promować jego karierę i budować strategię cenową. Poza tym, o czym akurat w „Przewodniku” nie ma informacji, szanujący się autor, mający galerię reprezentującą, sprzeda nam w pracowni pracę w tej samej cenie, w jakiej możemy ją nabyć w galerii. W taki sposób twórca wraz z galerią dba o poziom cen swoich prac i daje na nie gwarancję.

Znajdziemy w „Przewodniku” jeszcze jedną tezę, z którą zgodzić się nie potrafię. Opisując aktorów rynku sztuki „Przewodnik”, co oczywiste, wskazuje na galerzystów. Bazylko i Masiewicz piszą, że mają świadomość onieśmielenia osób, które dopiero wchodzą na rynek sztuki i dyskomfortu, jaki specjalnie tworzą w tym obszarze galerzyści. Autorzy podkreślają, że zyskali w tym gronie przyjaciół i mentorów, ale też, że spotkali wiele osób, które celowo budowały dystans w relacjach, kreując aurę niedostępności, zarówno prac artysty, jak i samej instytucji galeryjnej, gdyż to ma uzasadniać cenę oferowanych prac. Polecają to zaakceptować i uznać za specyfikę rynku sztuki, która buduje jego elitarność i wyjątkowość. Piszą to, mimo że zdają sobie sprawę, iż takie postawy mogą skutecznie zniechęcić do powrotu do galerii wiele osób. Żeby nie być gołosłowną, zacytuję: „Galerzyści starają się więc doprowadzić do tego, by kupujący zabiegali o pracę, wyrażali wdzięczność za możliwość jej kupna i nie kwestionowali żadnych warunków sprzedaży”.

Słowo „wdzięczność’ w zasadzie zainspirowało mnie do dzisiejszego felietonu. Trudno przejść obok niego obojętnie. Zalecenie, aby taką sytuację traktować jako rodzaj gry obowiązującej na rynku sztuki i podporządkować się jej regułom jest dla mnie absurdem. Podobnie jak sugestia, aby poszukać innego sposobu zbliżenia do galerzysty i starać się uwiarygodnić jako kolekcjoner w jego oczach. Polska nigdy nie była i nadal nie jest krajem kolekcjonerów. Niewiele osób interesuje się sztuką, jeszcze mniej ją kupuje. Grupa ta systematycznie jednak rośnie i to my galerzyści powinniśmy być szczęśliwi, że kolejne osoby chcą z nami wchodzić w dialog, wymieniać się poglądami na sztukę i zostawiać w naszych galeriach pieniądze. Nie ma reguł gry w niedostępności, które kolekcjoner musi zaakceptować. Jeśli ktoś takie próbuje narzucić, to kolekcjoner powinien wybrać inną galerię, gdzie spotka się z otwartością i przychylnością.

Czytaj też: Po co Pani/Panu obraz?

Agnieszka Gniotek właścicielka Galeria Xanadu

Agnieszka Gniotek
właścicielka Galerii Xanadu
www.galeriaxanadu.pl

Od 20 lat związana zawodowo ze sztuką, zaś od dekady z rynkiem sztuki. Jest historykiem i krytykiem sztuki, kuratorem wystaw, jurorem konkursów, a także wykładowcą w zakresie tematyki związanej z kolekcjonowaniem i rynkiem sztuki. Publikowała w takich mediach, jak: Art&Business, Puls Biznesu, Modern Art, Sztuka.pl, Private Banking, Cash Magazine.